Niektórzy z podróży przywożą magnesy, inni muszelki… a są też tacy, którzy postanawiają wrócić do domu z czymś bardziej „oryginalnym”. Przekonał się o tym pewien 45-latek, który po pysznym obiedzie postanowił… przygarnąć talerze, na których go podano. Bo przecież jak coś jest ładne i ręcznie malowane, to grzechem byłoby zostawić, prawda?
Historia zaczęła się niewinnie. Wakacyjny wypad, jezioro, relaks, a potem obiad w restauracji. Właśnie tam nasz bohater – zauroczony włoską porcelaną – postanowił zabrać ze sobą „pamiątkę”. Zestaw obiadowy wylądował więc nie w zmywarce, lecz… w jego bagażniku. Może liczył na to, że nikt nie zauważy, a może po prostu wierzył, że talerze mają duszę i zapragnęły zmienić właściciela.
Niestety – porcelanowa przygoda miała swój krótki żywot. Restauracja szybko zorientowała się, że coś „zniknęło ze stołu” i sprawę zgłoszono na policję. Mundurowi nie potrzebowali szklanej kuli – szybko ustalili, kto odpowiada za zniknięcie zastawy. I wtedy nadeszła scena niczym z komedii drogi: nasz bohater, niczym bohater z filmu o odkupieniu win, sam wyruszył w podróż z „łupem” w kierunku komisariatu, pokonując blisko 100 kilometrów.
– Myślałem, że jak oddam, to nie będzie problemu – tłumaczył funkcjonariuszowi, dodając, że „to miała być tylko pamiątka z wakacji”. Cóż, może i była – ale teraz ma też drugą: mandat karny i nauczkę na przyszłość, by na wakacje zabierać pamiątki tylko ze sklepiku z gadżetami.
Na szczęście porcelana cała i zdrowa wróciła na swoje miejsce – do restauracji, gdzie znów może dumnie prezentować dania dnia. A 45-latek? Cóż… może tym razem wybierze jednak breloczek.
Źródło: Policja.pl











