Trzy miesiące trwały zdjęcia do powstających trzech filmów o Szlaku Kultury Wołoskiej w Karpatach. Realizacja projektu rozpoczęła się w lipcu, a zakończyła we wrześniu – przez te dwa miesiące twórcy i uczestnicy filmowej przygody przemierzali Karpaty z kamerą, kręcąc sceny promujące Szlak Kultury Wołoskiej. Zdjęcia powstawały w różnych miejscach – od Cięciny w Beskidzie Żywieckim, przez Podhale i Jurgów, aż po Czorsztyn, gdzie ekipa zarejestrowała niezwykłe ujęcia w bacówce Artura Leśnickiego. Za ich realizację odpowiadał zespół pasjonatów związanych z kulturą góralską i filmem, a reżyserem był Krzysztof Krzyżanowski.

– „W tym kapryśnym lipcu udało nam się trafić na kilka dni fajnej pogody, żeby zrobić pierwsze zdjęcia do trzech spotów promujących Szlak Kultury Wołoskiej” – wspomina Krzyżanowski.
Scenariusze przygotowała etnografka i koordynatorka projektu, Justyna Cząstka-Kłapyta, która od lat bada tradycje Wołochów i potrafi przekładać je na język opowieści filmowej. Pierwsze zdjęcia powstały w Cięcinie w Beskidzie Żywieckim, u Janka Stopy – znawcy rzemiosła pasterskiego, a zarazem pełnego energii aktora-amatora.



– „On i Piotrek Kłapyta odtworzyli pradawny obrzęd rozpalania pierwszej watry w bacówce, a potem wyruszyliśmy na górskie hale, gdzie w towarzystwie bacy Tadka filmowaliśmy sceny z owcami i pasterską muzyką” – opowiada reżyser.
W realizację zaangażował się również Józef Michałek, jeden z największych znawców tradycji pasterskich w Polsce.



Kolejna część zdjęć odbyła się na Podhalu, w spiskim Jurgowie, a finałowe ujęcia zrealizowano w Czorsztynie. To tam, w bacówce Artura Leśnickiego – syna słynnego bacy Bronka – spotkali się pasjonaci kultury i muzyki pasterskiej. Wspólnie z Tomkiem Hubiakiem, specjalistą od rekonstrukcji archaicznych strojów Wołochów, odtworzono sceny tańców i dawnych obrzędów przy watrze rozpalonej na przełęczy Knurowskiej.



– „Wieczorem zapaliliśmy na przełęczy watrę, przy której tańczyli i hibkali Piotrek Król z Ochotnicy, Tomek Hubiak i Pietrek Kłapyta. A już o poranku kręciliśmy marsz Wołochów na halę, w towarzystwie ogromnego stada – prawie 800 owiec” – relacjonuje Krzysztof Krzyżanowski.



Dzięki ujęciom z drona, wykonanym przez Grzegorza Midro, udało się uchwycić niezwykłość i skalę pasterskiego świata, w którym przyroda i człowiek tworzą jedną opowieść. Nie zabrakło też symbolicznych elementów – jak gruba jodła, której obecność w scenariuszu przewidziała Justyna Cząstka-Kłapyta.
Choć etap nagrań dobiegł końca, przed twórcami stoi teraz żmudna praca montażowa. Jednak jak podkreśla Krzyżanowski: – „Jest co robić, ale to praca miła, bo klimaty góralskie i fajne pomysły realizacyjne dają dużo satysfakcji”.



Efektem będą trzy krótkie filmy, które nie tylko przypomną o bogatej tradycji Wołochów w Karpatach, ale także pozwolą widzom przenieść się w świat dawnych obrzędów, muzyki i pasterskiego życia.
Fot. Krzysztof Krzyżanowski




















































































